Czym mogą skończyć się długi Wrocławia?

Wrocław to miasto o ilości mieszkańców zbliżonej do Detroit. Detroit jeszcze nie tak dawno było 2, a nawet prawie 3 razy większe niż dziś. Bankructwo tego amerykańskiego miasta doprowadziło do radykalnych zmian oraz zubożenia mieszkańców miasta, stąd właśnie ta nagła zmiana ilości mieszkańców. I choć Wrocław nie jest tak uzależniony od motoryzacji jak Detroit (co poniekąd wpłynęło na zniszczenie miasta) to jednak ma podobne do tego miasta problemy, a właściwie jeden WIELKI problem – DŁUG. Czy Wrocław również czeka exodus mieszkańców, gdy okaże się, że stolica Dolnego Śląska jest bankrutem?

Tego, czym zakończy się nieustannie rosnący dług Wrocławia nie wie nikt. Możemy jedynie spekulować, jakie będą dalsze scenariusze. Jedno jest pewne: żaden ze scenariuszy nie przybiera barwy innej niż czarna. A władze miasta nie robią nic, aby odwrócić bieg wydarzeń. Przyjrzyjmy się zatem, co może nas czekać w najbliższych latach.

1. Zaprzestanie wszelkich inwestycji na wiele lat

Jeśli przed rokiem martwiły was niewielkie inwestycje na tory tramwajowe i ciągle wykolejające się tramwaje, to w przyszłości może być jeszcze gorzej. Miasto, które zbankrutuje, nie otrzyma żadnych nowych kredytów od banków, gdyż te ostatnie bankrutowi nie zaufają. Oznaczać to będzie, że Wrocław będzie musiał się utrzymywać tylko i wyłącznie z dochodów własnych. Pusta kasa nie zapełni się szybko, a brak oszczędności nie pozwoli na dokonywanie większych inwestycji. Tak oto tory tramwajowe będą w coraz gorszym stanie, starzejący się tabor nie będzie wymieniany, podobnie z autobusami, a miejskie drogi i chodniki będą w coraz gorszym stanie. Będzie więc coraz gorzej: i pasażerom komunikacji miejskiej, i kierowcom, i spacerowiczom. Wrocław będzie potrzebował wielu lat, żeby ustabilizować tę sytuację.

No i zapomnijcie o oświetleniu części dróg, o odśnieżaniu zimą, o cięciu trawników, utrzymaniu czystości w parkach… to będzie zbędne w mieście, które jest bankrutem.

2. Zaprzestanie dofinansowań dla różnych inicjatyw i instytucji

Z pustego to i Salomon nie naleje, więc różnego rodzaju aktywności na terenie Wrocławia po prostu zostaną odcięte od dofinansowań. Chociażby Wrocławski Budżet Obywatelski, który zostanie mocno ograniczony, albo wręcz miasto w ogóle z niego zrezygnuje, odbierając mieszkańcom Wrocławia jakąkolwiek możliwość o decydowaniu na temat inwestycji w mieście. A to tylko wierzchołek góry, do której miasto się dorzuca (nie dyskutujemy teraz czy słusznie, czy niesłusznie), a na którą później Wrocławia stać nie będzie.

3. Koniec z wielkimi imprezami

Europejska Stolica Kultury, czy World Games będą odległym wspomnieniem. Wrocławia nie tylko nie będzie stać na takie wydarzenia, ale i na zwykłego corocznego sylwestra w rynku. No, może prezydent miasta odpali przed ratuszem kilka zimnych ogni.

Wiele obiektów, które powstały z okazji ESK czy World Games zacznie podupadać, bo miasta nie będzie stać na ich remont. A najbliższą stolicą, jaką Wrocław będzie mógł zostać to Europejska Stolica Długów albo Światowa Stolica Bankrutów. Ale to raczej nie są ciekawe imprezy.

4. Eksodus mieszkańców

Być może brak imprez pokroju ESK czy World Games nie zmartwi większości mieszkańców. Być może brak Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego nie zmieni radykalnie ich codziennego życia. Ale pogarszający się stan dróg, czy torów tramwajowych wpłynie na funkcjonowanie miasta, na codzienne życie mieszkańców, ale i na rozwój firm. Brak odpowiedniej jakości infrastruktury może powodować ucieczkę firm do bardziej przyjaznych ku temu miejsc. Podobnie z rosnącymi kosztami życia, podatkami, opłatami (o tym poniżej). Wraz z firmami uciekną miejsca pracy. Wraz z miejscami pracy uciekną mieszkańcy… a wraz z nimi wszystkimi uciekną dochody dla budżetu miasta, a więc problem z pieniędzmi w kasie miasta jeszcze bardziej się pogłębi.

5. Cięcia w budżetówce

Nie tylko ludzie pracujący w firmach prywatnych, które z terenu Wrocławia uciekną, ale i urzędnicy odczują radykalne zmiany. Mniej pieniędzy w budżecie miasta to mniej pieniędzy na pensje dla urzędników. Krótko mówiąc: urzędników będzie mniej (trzeba będzie sporą część zwolnić), a ci którzy zostaną będą zarabiać mniej. Urzędy staną się więc miejscem nieprzyjaznym obywatelowi: kiepska atmosfera w budżetówce zapewne odbije się na petentach.

Z cięciami spotkają się również placówki oświatowe i wszelkie protesty rodziców nic tutaj nie dadzą, bo po prostu miasto nie będzie miało pieniędzy na wszystkie szkoły. Część nauczycieli pójdzie na bruk, a spora część uczniów będzie musiała dojeżdżać dalej i będą uczyli się w ciaśniejszych klasach. Jakość nauczania radykalnie spadnie. Pytanie więc, czy i studenci będą chcieli przyjeżdżać do miasta, w którym jest tak kiepska atmosfera do nauki? To również kolejny odpływ ludzi, którzy potencjalnie wydawali by pieniądze na terenie miasta, zasilając portfele jego mieszkańców.

6. Wzrost kosztów życia

Miasto, żeby funkcjonować przynajmniej na minimum pewnego poziomu, będzie musiało czymś ratować coraz szczuplejszy własny budżet. Uciekający biznes, uciekający mieszkańcy, coraz mniej wpływów do kasy miejskiej… ratować będzie się można m.in. podwyżką lokalnych podatków. I zapewne władze miasta to zrobią. A to prawdopodobnie przyczyni się do jeszcze większego eksodusu mieszkańców i biznesu.

7. Wyprzedaż majątku miejskiego

Wrocław będzie musiał wreszcie sprzedać sporo z tego co posiada: tereny, budynki, sprzęt. I zrobi to, bo i tak na utrzymanie przy funkcjonowaniu tych nieruchomości i ruchomości nie będzie pieniędzy. Więc zamiast popadać w ruinę, czy rdzewieć, lepiej będzie to sprzedać. Gorzej, jak podczas sprzedaży dojdzie do machlojek urzędników, którzy będą chcieli ratować swoje podupadające budżety domowe, ale to już temat na inną analizę…

To tylko 7 czarnych wizji tego, co może we Wrocławiu wydarzyć się w najbliższych latach. Tych wizji może być więcej, a co gorsza: one się wzajemnie nie wykluczają. Wręcz przeciwnie, one najprawdopodobniej będą występowały wspólnie: kilka jednocześnie. I żadna z tych wizji nie jest wyssana z palca, lecz opierają się o to, co można zaobserwować na innych przykładach. Wystarczy tylko rozejrzeć się po świecie i zobaczyć, co robiły inne miasta-bankruty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *